| Bojaźń Boża |
|
|
|
| Wpisany przez Beata |
| środa, 09 lipca 2014 22:53 |
|
Bojaźń Boża prowadząca do oczyszczenia, nazywana jest przez Kasjana początkiem i strażniczką zbawienia. Ćwiczenie w bojaźni Bożej jest, według Bazylego, jednym z pierwszych kroków na drodze zbawienia. Kto się nie boi Pana, niech będzie błogosławiony. Człowiek doświadczając świętości Boga, nie czuje się przybity, lecz podniesiony i uwolniony od uczucia bezsensowności czy życiowego strachu.
Nie ma w sobie bojaźni Bożej ten, kto zapomina o Bogu. Zapominanie o Bogu jest praktycznym ateizmem: zagubieniem się w dobrach doczesnych, konsumpcyjnych, unikaniem pytania o sens życia i związanym z tym wyobcowaniem, brakiem wyczucia dla spraw duchowych i totalnym konformizmem z potoczną opinią publiczną.
Fascynacja życiem doczesnym pochłania człowieka do końca. Nie ma w niej miejsca na najbardziej wartościowe rzeczy, mianowicie świadomość obecności Bożej. Brak tego czyni go nieszczęśliwym, pozbawia radosnego zadowolenia pochodzącego od Boga i Bożych radości.
Naszym krzyżem jest bojaźń Boża. Kto jest ukrzyżowany, nie może według własnej woli poruszać członkami. My nie powinniśmy swej woli czy pragnień kierować ku przejściowym przyjemnościom, lecz ku Bogi i Jego Słowu. We wspólnocie z Ukrzyżowanym znikają wszystkie najważniejsze troski i namiętności oraz materialne uwarunkowania, a oczy serca zwracają się ku przyszłości.
Bojaźń Boża prowadzi do wewnętrznego oczyszczenia. Bojaźń Boża, to życie obecności Boga, połączone z wewnętrznym zrozumieniem i poszukiwaniem Boga. Dążenie do wewnętrznego doświadczenia Boga musi poprzedzić ascetyczny wysiłek, czyste serce, w którym dopiero może pojawić się i odbić obraz Boga.
„Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się” (Rdz 3,10). Po upadku człowiek tak się zachowuje, gdy uświadamia sobie bliskość Boga. Tak będzie zawsze. To „przestraszyłem się” będzie za każdym razem emocjonalną reakcją na nastawanie Bożej obecności. Ów „przestrach” jest złożony. Stanowi mieszaninę lęku przed Bogiem i bojaźni Bożej.
Udziałem Boga jest bojaźń. Jest nią drżenie, które wywołuje w człowieku przybliżająca się obecność Boga. Bojaźń Boża nie jest strachem przed Bogiem. Zjawia się po upadku, jako przewidziany dar dla człowieka. Jest skrycie obecna w ludzkim sercu na wypadek, gdyby człowiek zdecydował się pójść własną drogą. Jest uprzedzającym darem troskliwej Bożej miłości, jest niezbędnym wyposażeniem na taki trudny czas. Bojaźń Boża jest zdolnością rozpoznawania Boga z oddalenia, zdolnością reagowania na Niego poprzez dystans, który zaistniał.
Gdzie brak bojaźni Bożej, tam człowiek ślepnie na Boga, na Jego obecność. Bez doświadczania bojaźni Bożej jesteśmy ludźmi zagubionymi, nie przeżywamy prawdy o tym, skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy, jakie jest nasze powołanie i ostateczne przeznaczenie. Odczucie bojaźni Bożej informuje nas o naszym oddaleniu się od Boga, a przyczyną tego jest grzech. Chodzi o to, co fundamentalne w grzechu, a mianowicie o pychę. Tam, gdzie ona się pojawia, tam znika z serca bojaźń Boża.
Bojaźń Boża z jednej strony wprowadza w człowieka ból, spowodowany zachwycającą bliskością Boga, z drugiej strony prowadzi do wstrząsu i przerażenia Jego mocą. Doświadczenie to wprowadza człowieka w świadomość, że przed Bogiem jest prochem i nicością.
Bojaźń Boża kształtuje ludzkiego ducha. Dawid żyje bojaźnią Jahwe. Dawid rozgrywa swe życie w obliczu obecności Bożej. Toczy się ono, jako udana lub nieudana reakcja na tę obecność. Gdy trzeba, bojaźń Dawida przejawia się w ufności, innym razem w wołaniu o pomoc. I ufność, i błaganie nie są u niego jak u większości ludzi okazjonalne. Są przejawem jego ducha, trwałą wolą przebywania w obecności Boga. Gdy doświadczenie tej obecności słabnie, to król się modli modlitwą błagalną, gdy nasila, uwielbia Pana Zastępów. Gdy o Nim zapomina, to grzeszy. Jego grzechy są grzechami przeciw własnemu imieniu, przeciw bojaźni niezależnie od tego, co jest ich materią.
Grzech liczenia ludu jest grzechem przeciw bojaźni, bo ingeruje w to, co do Boga tylko należy. Grzech przewrotności, zabójstwa Uriasza i nieczystości z Batszebą jest także takim grzechem. Dawid wszystko przyjmuje, jako pochodzące z Bożej ręki. Zawsze o to prosił lub dziękował, a w przypadku Batszeby działa sam. Jako grzech przeciw bojaźni widzi łajdactwo króla sam Pan, gdy ustami proroka Natana powie: „albowiem Mnie zlekceważyłeś”. Zapomniał o Bożej obecności. I tak jest ze wszystkim w jego życiu. Sprawiedliwość Dawida, jako władcy, jego wolność w uwielbianiu Boga, jego niemalże absolutny słuch na Boga biorą się z głębi jego ducha, który określa bojaźń Boża. Duch Pana, przemawiając przez ostatnie słowa Dawida, wypowie właśnie takie jego imię: „Kto sprawiedliwie rządzi człowiekiem, kto rządzi w Bożej bojaźni, jest jak światło poranka…” (2 Sm 23,3–4).
„Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca Dawida (Łk 1,29–32). Jaka jest bojaźń Maryi, w której upodobał sobie Duch? Nie jest pomieszana ze strachem, jak ma to miejsce u każdego z nas. W całej Biblii Maryja jest chyba jedyną osoba, która w tej sytuacji nie okazuje przerażenia. Ona jest spoza tej rzeczywistości, której dotyczy Adamowe wyznanie: „przestraszyłem się”. Natomiast pełna jest łaski, pełna bojaźni Bożej. W niej ma upodobanie Duch Pana.
Tomasz z Akwinu pisał o bojaźni nadprzyrodzonej, jako o tej, która pozostanie w nas nawet w niebie. Argumentem było dla niego zdanie psalmisty: „Bojaźń Pańska święta, trwająca na wieki”. Rośnie ona wraz ze wzrostem miłości do Boga. Bojaźń Boża jest wyrazem tej miłości.
Bojaźń Boża powoduje w człowieku potrzebę modlitwy uwielbienia, pragnienie adoracji. Oddanie chwały jest właściwą odpowiedzią człowieka na majestat Boga. Miłość, która zaczyna wyrażać się poprzez bojaźń Bożą, jest zachwytem onieśmielonym, w którym człowiek pragnie Boga. Może tylko pragnąć. Bojaźń Boża staje się wyrazem miłości, gdy stapia się z pragnieniem Boga, z tęsknotą za Jego obecnością, Jego zbliżeniem.
„Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On, bowiem zbawi swój lud od jego grzechów (Mt 1,20–21). Jaka jest bojaźń Józefa, w której także ma upodobanie Duch Pana? Jest radykalnie inna niż u Maryi. Józef ma za sobą walkę duchową, o której niesłychanie dyskretnie sygnalizuje Ewangelia. Józef ją wygrał, ale siła i złośliwość pokusy dotknęła boleśnie jego wnętrza. Istnieje taka intensywność pokusy, że człowiek doświadcza wręcz namacalnie jej zła. Traci rozeznanie, czy jej uległ, czy się jej przeciwstawił.
Nad Józefem przeszło trudne doświadczenie, ale nie wprowadziło do jego serca ani podejrzliwości, ani rozczarowania, ani zazdrości, ani zwątpienia, ani kombinowania, jak pozbyć się Maryi i pozostać sprawiedliwym, a jej nie dokuczyć ani chęcią zemsty, ani urażoną dumą. Im większa jest prostota Józefa i jego sprawiedliwość, tym bardziej bolesne są pokusy, których wir uruchamia odkrycie brzemienności Maryi. O tej walce, o tym wstrząsającym zmaganiu, które stało się udziałem Józefa, o tym bolesnym poznaniu zła przez człowieka sprawiedliwego, wie anioł.
Zwycięstwo Józefa w jego duchowej walce nie polegało tylko na oparciu się pokusie podejrzliwości, zazdrości, rozczarowania w miłości, ale na rozpoznaniu Bożej ingerencji w życie Maryi, w Jej stan błogosławiony. Prostota Józefa pozwoliła mu dojrzeć Boga. „Kiedy święty Józef uświadomił sobie, że Matka Najświętsza jest brzemienna, zrozumiał od razu, że stała się Ona własnością Boga i jest niepodzielną własnością Jego samego. Ogarnęła go bojaźń Boża. Chciał uciec. Poczuł się niegodny i niepotrzebny. Bóg będzie się Nią opiekował, nie on, bo cóż znaczy wobec Najwyższego” (ks. J. Twardowski).
Bojaźń Józefa jest uczuciem niegodności. On także pragnie Boga, ale gdy rozpozna Jego zbliżenie, to przeżywa swoją małość wobec Bożej świętości. Pragnie oddalić od siebie Maryję. Wspaniale przeżywa dar bojaźni, ale inaczej niż Ona. On czysty i sprawiedliwy, prosty i pokorny, który w cierpieniu pokusy odsunął nawet możliwość zła, widzi siebie, jako nieskończenie niegodnego, by opiekować się Dziewicą, która pocznie i porodzi Syna. W bojaźni Józefa współgra misterium tremendum i misterium fascinosum, w bojaźni Maryi jest tylko misterium fascinosum.
W słowach anioła skierowanych do Maryi i Józefa nie chodzi o strach przed Bogiem. Oni go nie odczuwają, bo są pełni nie strachu, ale bojaźni. Anioł powiada do nich: „nie odczuwajcie bojaźni Bożej”. Bóg znajduje upodobanie w bojaźni Maryi i Józefa, według słów proroka Izajasza upodobanie szczególne, a mimo tego nakazuje im nie okazywać bojaźni. Anioł mówi tylko tyle, ile potrzeba: nie bójcie się bliskości Boga. Wasza bojaźń jest wspaniałym wyrazem waszej miłości i pobożności, ale przychodzi nowy czas. Pełne rozumienie anielskiego polecenia odsłoni dopiero przyszłość. Na razie słowa „nie bój się” mają usposobić ich do wypełnienia jedynej w swoim rodzaju misji.
Z przyjściem Jezusa zmienia się odległość pomiędzy Bogiem i człowiekiem. Jezus wkracza w sam środek ludzkiej grzeszności, słabości. Syn Boży likwiduje w ten sposób jeden z wymiarów bojaźni. Wobec Jezusa nie ma sensu przeżycie bojaźni wyrastającej z poczucia przepaści pomiędzy naszą grzesznością a Jego świętością. Jego świętość objawia się, jako wzięcie na siebie naszych grzechów, jako nieugięta wola przebywania w samym centrum ludzkiej słabości.
„Bojaźń jest sposobem istnienia w obliczu tajemnicy całej rzeczywistości. Bojaźń jest odczuciem transcendencji, odniesieniem wszystkiego do Niego, który jest poza jakąkolwiek rzeczą. Bojaźń pozwala nam dostrzec w świecie przejawy boskości, odczuć w rzeczach małych początek nieskończonego znaczenia, odczuć największą głębię w tym, co powszechne i proste; poczuć w pędzie przemijania spokój wieczności” . „W bojaźni stajemy się świadomi tego, czego nie możemy ogarnąć analizą. Wiedzę rozbudza ciekawość; mądrość zaś rozbudzana jest przez bojaźń”.
„Bojaźń to uzyskanie wejrzenia w to, co świat trzyma dla nas w ukryciu. Bojaźń jest przeciwieństwem strachu. Kiedy czuję, iż „Pan jest moim światłem i moim zbawieniem”, to „kogóż mam się lękać” (Ps 27, 1). „Bojaźń poprzedza wiarę; to ona jest jej fundamentem. Musimy wzrastać w bojaźni, by dostąpić wiary. Musimy być pod ochroną bojaźni, by stać się godnymi wiary. Bojaźń Boża jest właściwie odpowiednikiem słowa „religia” . „Utrata bojaźni odbiera zdolność wejrzenia”.
autor: ks.Józef Pierzchalski SAC
źródło:
|
| Poprawiony: środa, 09 lipca 2014 21:55 |
Menu
Wiadomości
Statystyki








![]() | Dziś | 5020 |
![]() | Wczoraj | 4873 |
![]() | Ten tydzień | 21370 |
![]() | Poprzedni tydzień | 26874 |
![]() | Ten miesiąc | 116256 |
![]() | Poprzedni miesiąc | 138236 |
![]() | Ogólnie | 39009477 |






Bojaźń Boża, to pełne czci odczucie świętości Boga. Objawia się ono w wiernej służbie człowieka, to znaczy, w zachowywaniu tego, co jest mu zlecone, w wypełnianiu obowiązków i w ascezie.








