Prymas pokorny PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
piątek, 25 stycznia 2013 17:47

Wraz ze śmiercią kard. Józefa Glempa (1929 - 2013) kończy się pewien ważny etap historii Kościoła w Polsce. Słusznie zauważył Tomasz Terlikowski, że „wraz z odejściem do Pana Prymasa Glempa kończy się wielki i ważny czas posługi wielkich prymasów. On sam, choć nigdy nie aspirował do takiej roli, i wyraźnie nie najlepiej się z nią czuł, był przecież następcą Prymasów Hlonda i Wyszyńskiego, czyli ludzi, którzy swoją osobowością i charyzmą nie tylko naznaczyli Kościół, ale i tworzyli naród na zgliszczach, jakie zafundowali nam Sowieci i Niemcy”.

 

Prymas Glemp wpisał się bez dwóch zdań w historię Kościoła, który nie przestaje od dwóch tysięcy lat głosić Ewangelii, spisanej przez ewangelistów. Był kapłanem, biskupem i człowiekiem, niebroniącym się przed działaniem Bożego Ducha. Można całkiem na serio sparafrazować słowa z Ewangelii św. Łukasza: "Duch Pański spoczął na nim, ponieważ namaścił go i posłał, aby ubogim niósł dobrą nowinę”.

 

Tak było w pamiętnym 1981 roku, gdy jako Prymas, kard Józef Glemp miał przeprowadzić naród przez niespokojny i podły czas stanu wojennego. Prymas mówił wtedy: "Stan wojenny wymaga szczególnej mądrości, szczególnego pokoju i rozwagi serc (...). Mądrość to spojrzenie na przyszłość i szerokie spojrzenie wokół siebie. Mądrością nie jest rozbijanie muru głową, bo głowa nadaje się do innych rzeczy. Stąd też potrzeba spokojnego rozważenia sytuacji, która na celu ma mieć pokój, ocalenie życia i uniknięcie rozlewu krwi. To jest cel, który staje przed każdym z nas (...) czyn szaleńczy oznacza przegraną". Po 25 latach ówczesny arcybiskup gdański Tadeusz Gocłowski wyznał, że papież Jan Paweł II mocno wspierał Józefa Glempa w zachowaniu linii, jaką obrał on w stanie wojennym. Papież przekazał prymasowi specjalne podziękowanie za troskę o to, by nie polała się polska krew.

 

Spotkałem Prymasa Glempa zaledwie parę razy, twarzą w twarz. Ale jednego spotkania nie zapomnę. Kilka lat temu, w Budapeszcie, jeszcze jako kleryk uczestniczyłem w poświęceniu nowego Domu Polskiego, wzniesionego przez Polonię, w stolicy Węgier. Byłem wtedy klerykiem. Pamiętam jak po Mszy Świętej, uścisnął mnie mocno. Potem na uroczystej agapie, pogawędziliśmy sobie przez chwilę i jedno mnie uderzyło: ogromna skromność oraz normalność. Nie potrafił wznosić muru sztucznego dystansu, był niezwykle ludzki i wrażliwy...

 

Pamiętam też te słynne słowa, które wstrząsnęły tysiącami ludzi, obecnymi na Placu Teatralnym, w Roku Wielkiego Jubileuszu 2000. Drżącym i łamiącym się głosem, przepraszał, że może nie zrobił wszystkiego, by uratować ks. Jerzego. Pamiętam jak w jednej sekundzie przeszedł w tłumie szmer i słyszalny był płacz oraz szloch setek ludzi. Taki był... Pokorny i zawsze potrafiący przyznać się do wielu win i porażek. Odznaczony przez św. pamięci Prezydenta Lecha Kaczyńskiego - Orderem Orła Białego. Niech odpoczywa w pokoju.

 

I jeszcze jedno: rzeczywiście, kończy się bezpowrotnie ważna epoka w dziejach naszej ukochanej Polski. Odchodzą wielcy i wspaniali ludzie...

 

AUTOR:  Ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

 

ŹRÓDŁO:  http://www.sorkovitz.blogspot.com